TruMotivation – twarz prawdziwej motywacji!

Czemu mój zespół nie jest jak 'Przyjaciele’? Realia pracy zespołowej vs. sitcom

Joey: ta dziewczyna zjadła Monicę!

Monica: Zamknij się! Kamera dodaje pięć kilo!

Chandler: To ile masz na sobie kamer?

 

Nie wiem, czy ktoś z pokolenia X nie zna lub nie oglądał serialu „Przyjaciele”. Opowieść o grupie 6 przyjaciół, z których każdy miał totalnie inną osobowość, wartości, ale wspólnie tworzyli zespół, który dostarczał potężnej dawki humoru oraz opiekował się każdym z jego członków. Niby serial, niby sztuczny, ale z wieloma mądrymi przekazami. Dla uważnego oka, które wyłapie w tonie śmiechu wartościowy materiał.

 

Biega mi teraz po głowie pytanie, czy coś takiego mogłoby zaistnieć w rzeczywistości, zarówno prywatnej, jak i tej biznesowej?

 

Każdy z nas ma zapewne przyjaciół, na których może liczyć (i wzajemnie). Ale jak to mogłoby wyglądać w pracy?  „Przyjaciele” edycja biznesowa Wyobraź sobie…

Czy dookoła Ciebie w biznesie są osoby, które mówiąc wprost, mógłbyś/aś porównać do bohaterów tego sitcoma? Osoby, którym ufasz, które cenią sobie ponad wszystko dobro zespołu, a nie jednostki, które mówią wprost co ich boli względem Ciebie, a nie zamiatają pod dywan i udają, że jest między wami ok?

 

Znam wiele osób, które pragną mieć dookoła siebie ‘podobnych sobie’. Takich przewidywalnych, na pewno też rzetelnych, ale myślę, że ta przewidywalność gra pierwszy plan. Podczas rekrutacji zwracają uwagę na te kwestie, które są im bliskie, które sami reprezentują. I nie zrozum mnie źle – nie oceniam, czy jest to złe, czy dobre.

 

 Znam także osoby, które doceniają różnorodność, wykorzystując jej potencjał, kompetencje czy zasoby, których sami nie posiadają. Jak powiedział mi kiedyś mój przyjaciel: otocz się ludźmi mądrzejszymi od siebie i uwalniaj ich potencjał. Obecnie jest jednym z najskuteczniejszych i empatycznych liderów jakich znam.

 

Co jest skuteczniejsze? Na podstawie mojego doświadczenia stwierdzam, że to drugie.

 

Natomiast… to czy w zespołach panuje różnorodność bądź jej nie ma, są pewne mechanizmy, o które trzeba dbać. Kiedy jeden z nich zawodzi, najprawdopodobniej wpłynie na inny i doprowadzi do katastrofy.

 

To, czym chcę Cię zainspirować w tym materiale, w 2005 roku opisał w swojej książce Patrick Lencioni. Mowa o 5 dysfunkcjach pracy zespołowej, czyli o tym co może sabotować każdy zespół. Moim zdaniem to nic innego jak wiedza, którą każdy lider powinien znać tak jak bieżące wyniki zespołu czy stan konta firmowego, jeśli mowa o właścicielu!

 

Fundamentem, od którego wszystko się zaczyna jest ZAUFANIE! Jego brak, powoduje, że ludzie w zespole nie dzielą się słabościami, obawami oraz nie rozmawiają o błędach. Powodem jest lęk przed osądzeniem przez innych. Czy można w taki sposób budować relacje? Według mojej mapy jest to niemożliwe. Pytanie, czy uważasz podobnie?


Jeśli zespół sobie nie ufa, często UNIKA OTWARTEJ DYSKUSJI I KONFLIKTÓW, które paradoksalnie są ważne dla zdrowej dynamiki zespołu. To właśnie konstruktywne spory wspierają rozwijanie pomysłów i przekładają się na lepsze rezultaty. Ileż można zamiatać pod dywan… kiedyś spod niego się wysypie! Co wówczas zrobisz?

 

Nie mamy zaufania, przez co nie mamy konstruktywnych konfliktów, więc jak w zespole ma być ZAANGAŻOWANIE? Jak członkowie mają czuć się związani z decyzjami zespołu, jeśli nie dyskutują, a nie dyskutują, bo sobie nie ufają? Zamknięte koło. Zaangażowanie wzrasta wtedy, kiedy jako członek zespołu czuję, że moja opinia jest ważna i brana pod uwagę.

 

A kiedy tego nie czuję, nie zamierzam wziąć za to wszystko ODPOWIEDZIALNOŚCI! To właśnie kolejna dysfunkcja, która jest następstwem poprzednich. Wolę wskazać na błędy innych, czyli jeszcze bardziej zagęszczać i tak gęstą atmosferę w zespole. A jeśli pozostali robią to samo to będziemy pracowali w środowisku komunikacji tylko mailowej, sztucznej i totalnie destrukcyjnej dla motywacji wewnętrznej. Mgła nie pozwoli nam się dostrzec i skutecznie porozumieć.

 

Na koniec… jeśli zespół sobie nie ufa, nie dyskutuje, nie jest zaangażowany we wspólny sukces, jego członkowie nie biorą odpowiedzialności za decyzje, kończy się na tym, że jego członkowie tylko SKUPIAJĄ SIĘ NA WŁASNYCH CELACH, nie zwracając uwagi na cele zespołu i rezultaty.

Dziś, w tak zmiennym i nieprzewidywalnym środowisku stawianie siebie ponad Zespół jest bardzo niebezpieczne, przestarzałe i po prostu nieefektywne!


Z drugiej strony można zastanowić się nad tym, jak zespół ma realizować wspólne cele, skoro tak naprawdę nie istnieje? Jesteśmy przy piątej, ostatniej dysfunkcji, a więc poprzednie cztery już ten zespół wymazały!

  

Co czujesz po przeczytaniu tego? Jakie masz przemyślenia? Na ile te dysfunkcje istnieją w twoim środowisku? Mam dla Ciebie mnóstwo pytań, ale… wystarczy, że skupisz się nad tymi trzema i sam/a sobie odpowiesz. To będzie już pierwszy krok – odkrycie kart, którymi grasz, ale nie wiesz, jakimi dokładnie i o co.

 

1.    Czy można zdiagnozować te dysfunkcje? Można. Mogę Ci w tym pomóc.

2.    Czy można pracować nad nimi? Można. Również mogę Ci w tym pomóc.

 

Kończąc ten tekst, twoją uwagę pragnę skierować ponownie na bohaterów „Przyjaciół”.

 

Czy któraś z powyższych dysfunkcji była widoczna w ich zespole? Ufali sobie? Dyskutowali i kłócili się? Czy byli zaangażowani we wspólne pomysły? Czy brali odpowiedzialność za wspólne działania? Czy stawiali tylko na siebie, czy troszczyli się o dobro każdego z członków? Jeśli pamięć mnie nie myli, na każde pytanie opowiadam twierdząco. Stanowili zespół – bez tych dysfunkcji!

 

Myślisz, że można zbudować taki zespół w firmie? Daj znać!

 

Powodzenia!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *