TruMotivation – twarz prawdziwej motywacji!

Syndrom impostora: Twój wewnętrzny trener personalny, którego nienawidzisz, ale kochasz za efekty.

„Udało mi się.”

„Gdyby nie inni, nie osiągnąłbym tego.”

„Miałem szczęście.”

Masz tak czasami? Wrodzona skromność czy problem?

  1. Skromność.

Kiedyś myślałem, że to moja skromność. Tak zostałem wychowany i tak powinienem reagować na komplementy. Kiedy tylko usłyszałem coś miłego o sobie, najlepszą reakcją była właśnie taka: udało mi się, dzięki.

Z biegiem lat, doświadczeń, zmian życiowych odkryłem w sobie mocnego rezydenta w postaci perfekcjonisty. Wszystko musiało być idealne. Do wszystkiego przykładałem się nie na 100% a 150%. Perfekcjonizm pojmowałem za swoją mocną stronę – nie było półśrodków. Do czego to doprowadziło? Do terapii.

Jak jest dziś? Rezydentem już nie jest, bywa gościem, którym potrafię się zaopiekować, jak się pojawi, i pożegnać, aby za długo nie zagościł.

  1. Problem

Jako bohater własnej podróży, ze wzrostem świadomości i rozwoju, odkryłem w sobie innego rezydenta – Impostora.

Syndrom impostora to nic innego jak przekonanie, że pomimo osiągnięć i sukcesów czułem się jako oszust, bo wierzyłem, że moje osiągnięcia są wynikiem przypadku, szczęścia, a nie moich kompetencji, talentu, wyborów czy ciężkiej pracy. Żyłem w napięciu, że któregoś dnia ktoś to odkryje i będę zdemaskowany. Impostor = oszust. To tak w skrócie.

I wszystko byłoby proste, gdyby nie jedna kwestia: sukces. I to nie jeden a wiele.

Tu z kolei pojawiło się zasadnicze pytanie: czy mogę tak długo i tak często odnosić sukcesy i nadal nie być zdemaskowanym jako oszust czyli ktoś bez kompetencji?

Kiedy zastanawiałem się nad tym, miałem wątpliwości. Sukces może być dziełem szczęścia, byciem w idealnym miejscu i czasie, ale raczej nie powtórzy się (czas nie stoi w miejscu), i w większości przypadków to efekt ciężkiej, systematycznej pracy, w której dyscyplina idzie w parze z rozwojem, inspiracją i motywacją wewnętrzną. Kiedy moja Mentorka wprowadziła do comiesięcznych podsumowań wymóg analizy sukcesów, był to swoisty gamechanger, zmieniający moją perspektywę pojmowania tego zjawiska.

To był pierwszy krok w kierunku analizy tego syndromu. Drugi to komunikacja, o którą potrzebowałem zadbać. Mam na myśli komunikację, w której byłem odbiorcą, czyli informację zwrotną od innych.

Kiedy to nastąpiło, byłem zaskoczony. To co wydawało się poza moim wpływem, co nakazywało mi myśleć, że jestem „oszustem”, okazało się jakże odmiennym obrazem. Usłyszałem o moim wpływie na innych, w postaci rozwoju, motywacji, wsparcia. Bardzo mnie to podbudowało.

Nic co wydawało się szczęśliwym trafem takim nie było. Ludzi, których spotykałem na swojej życiowej ścieżce spotykałem nie bez powodu (i spotykam nadal). Nieświadomie ich szukałem – dzięki jasnym potrzebom i działaniom, które za tym stały. Oni tam byli i wspierali mnie abym mógł rosnąć. Ying i Yang. Akcja – reakcja.

Wyszedłem dzięki temu z silosu przekonań o braku sprawczości. Syndrom impostora paradoksalnie napędzał moją motywację, aby stawać się lepszym, skuteczniejszym, dojrzalszym, bardziej świadomym swoich potrzeb, zalet i braków.

Nieświadoma niekompetencja stała się niekompetencją świadomą i dziś nad nią pracuję.

Z czym chcę Cię zostawić?

Jeśli opisane tutaj zjawisko w postaci Syndromu Impostora jest Ci bliskie wprowadź do swojej codziennej rutyny dwa działania:

  1. Rejestruj sukcesy – zamiast tylko non stop analizować, dlaczego coś nie wyszło, co zrobisz inaczej, szukaj także sukcesów. Małych, dużych (choć to pojęcia subiektywne) – to bez znaczenia. Bądź świadomy/a, swoich sukcesów. W każdym z działań znajdziesz iskrę, którą warto zapamiętać i używać.
  2. Proś o informację zwrotną – pisałem o tym wiele razy, ale dla mnie to coś tak naturalnego jak ‘dzień dobry’ czy ‘dziękuję’. Jestem od tego uzależniony, tak jak koliber od dziennej dawki nektaru (bez niego nie przeżyje). Nie czekam tylko proszę o niego. Jakakolwiek informacja będzie dla Ciebie cenna: rozwojowo lub/i wzmacniająco.

A sam Impostor jak już się pojawi, niech będzie dla Ciebie sojusznikiem, siłą do rozwoju. Tak jak dla mnie. Zamiast z nim walczyć – zaprzęgłem go do pracy. Dla mnie.

Wychodząc poza strefę komfortu, potrzebuję go, aby poszukiwać wsparcia, wiedzy, nowych kompetencji, bo robię coś nowego, co nie do końca potrafię. Podpowiada mi, że tak trzeba. I tak go dziś postrzegam – jako moje wsparcie, nie wroga.

Tam, gdzie silna potrzeba rozwoju, tam może być i Impostor. Sojusz, który w mojej ocenie się opłaca.

Sprawdź na własnym przykładzie.

Powodzenia!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *